Azylum (książka)

Z ArkadiaWiki
Skocz do: nawigacja, szukaj
         Opowiem  wam  dzisiaj  pewna  historie,  ktora  zaslyszalem  od osoby
bezposrednio bioracej udzial w wydarzeniach. Bedzie to historia malej wioski w
gorach  Mahakamskich,  zwanej  Azylum,  ktorej  mieszkancy  zyli w spokoju nie
wadzac  nikomu i utrzymymujac sie z uprawy  roli. Gorska  ziemia nie jest zbyt
zyzna, ale  pracowali  ciezko  by  zapewnic  przetrwanie sobie i swym bliskim.
Kazdego  miesiaca  wybierali  sposrod siebie  delegacje, ktora  udawala sie do
pobliskiego  miasta  by  sprzedac  plony  oraz  zakupic  wszelakie   potrzebne
narzedzia  i  zapasy.  Pewnego  miesiaca  jednak   nikt  nie  przybyl.   Kupcy
mieszkajacy  w  Claremont  zdziwili  sie niezmiernie, bowiem mialo  to miejsce
pierwszy raz w histori kontaktow miedzy tymi dwoma miejscami. Nie przejeli sie
jednak, uznali ze byc  moze nie potrzebuja  nic w tym  miesiacu a i moze mieli
malo plonow, wiec nie mieli co sprzedawac. Ale za miesiac na pewno zakupia dwa
razy wiecej. Zaczeli  wiec z  niecierpliwoscia oczekiwac przyszlego miesiaca i
jakiez bylo ich zdziwienie, gdy znow nikt sie nie pojawil. Zaniepokoilo ich to
i poczeli szeptac miedzy soba ze moze cos sie stalo, gory w koncu potrafia byc
niebezpieczne.  Zdecydowano  wiec,  ze  do Azylum uda sie maly  oddzial strazy
miejskiej, by sprawdzic czy wszystko jest w porzadku i czy moze mieszkancy nie
potrzebuja pomocy. Jako  uradzono tak i uczyniono. Podroz do  oddalonej o trzy
dni drogi wioski  przebiegla  nadzwyczaj spokojnie, dotarli wiec na miejsce na
trzeci dzien z ranka. Gdy weszli  do  wioski od razu uderzyla ich nadzwyczajna
cisza i spokoj - nie bylo  zadnych  ujadajacych  psow, brak bylo bawiacych sie
dzieci, zaden  rolnik  spieszacy  na pole  ich nie  pozdrowil, nad chatami nie
unosil sie  dym  z  kominow.. Wies byla  wymarla, nigdzie  nie spotkali zywego
ducha, zadnych ludzi, zadnych zwierzat.. Straznicy zaczeli sie zastanawiac czy
moze  mieszkancy  sie  wyprowadzili,  ale  gdy  zaczeli  sprawdzac chaty w ich
umyslach zagoscilo przerazenie - na stolach wciaz staly talerze nakryte jak do
wieczerzy, teraz  juz  z  psujacym  sie  jedzeniem.  W  szafach wciaz  wisialy
ubrania.  W  kufrach wciaz byly  zabawki dzieci. Wszystko  wygladalo tak jakby
mieszkancy poprostu ... znikli. Dopiero w centrum wioski napotkali slad zycia.
Bylo to kilka malych zwierzat, ktore przez  ulamek sekundy  przygladaly im sie
badawczo,  po  czym  wskoczyly  do  studni stojacej na centralnym placyku, nie
pozwalajac  jednak  stwierdzic  czym  byly.  Gwardzisci  wiedzeni  ciekawoscia
zajrzeli  do  srodka, a gdy  to uczynili ich oczom ukazal sie koszmarny widok.
Studnia wypelniona byla koscmi. Kosci ludzi doroslych, kosci  dzieci, zwierzat
domowych,  psow,  kotow...  Nieprzeliczona  gora  kosci.  A  wsrod  tych kosci
przemykajace swistaki..
        Studnie zasypano a wies spalono do golej  ziemi. Od tamtej pory zwyklo
sie uwazac tamte  tereny za miejsce  przeklete, zas smialkowie ktorzy odwazyli
sie zapuscic w ten  rejon znikali bez sladu. Nikt  nie  wie, co sie tam stalo.
Kto mogl  dokonac tak potwornego czynu?. Jak to sie stalo, ze sadzac po tym co
widzieli mieszkancy  zostali calkowicie zaskoczeni  i  pokonani bez walki? Czy
dokonala tego magia? Jakis  potworny, nieznany  wrog? A moze z pozoru niewinne
i niegrozne swistaki?..


                         A legende odnalazl i zapisal,
                              Kedhar Draco, Pogranicznik.