|
|
| Linia 1: |
Linia 1: |
| | | {{usun}} |
| '''Szczury Pogranicza''' jak mówią sami o sobie jego członkowie to nieoficjalny klub, który powstał na jesieni 2021r. Skupia wszelkiej maści outsiderów, wyrzutków i banitów bez stowarzyszeń, którym przewodzi [[Zetu|Zetu Nacht]]. Skonfliktowani ze światem próbują przeżyć w nim zajmując się szemranymi interesami i rozbojami.
| |
| | |
| | |
| | |
| | |
| <pre>Szczurze mięso.
| |
| | |
| -Jadls juz kdhyys shuzee mhhso? - bulgoczace i przebite przez kly, gardlo Johanna, zadrgalo w kolejnym wysilku.
| |
| | |
| Tej gwiazdzistej nocy wyniesli go z pola, wciagneli w pierwsze drzewa, by skonal. Johann jednak jak zawsze za duzo mowil.
| |
| Poznali go dobrze podczas minionych, krwawych tygodni. Poznali sie dobrze wszyscy. Polaczeni w przez przypadek, rzucali sie w amok walki o przetrwanie i pozostalo ich zaledwie kilku.
| |
| | |
| Banda szubrawcow, mordercow i psow wojny, wypuszczonych na wolnosc więzniow, zaciagnietych do jednej z wielu kompani karnych krolestwa Kaedwen. Spuszczeni ze smyczy postanowili jednak robic cos więcej niz kasac wroga. Pozbawieni kontroli, zdani tylko na siebie. Zdziczale zwierzeta, przesiakniete nienawiscia do swiata i tych ktorzy ich, odrzucili i zapomnieli. O dziwo, przeżyli i znalezli sobie nowy cel...
| |
| | |
| Snieg juz od dni zalegal na wymeczonej glebie krolestw polnocy, jasnym puchem zakryl krew, lasy i łąki. Śnieżne zamiecie wygnały ptactwo znad pól beznadziejności. Na polach bitew zakrolowaly czworonogi, wilki i psy. I szczury.
| |
| | |
| -Jadhhes juz khhdy shzzczurze mhhso, Zuhhb? - gardło, przebite w conajmniej czterech miejscach bulgotało krwią. Z glębokich dziur sączyła się czerwona, ciepła krew, splywając obficie po jasnej szyi na pokrytą sniegiem ziemię. Siedzący i pochylajacy się nad nim rudowłosy i otyły krasnolud, wydawał się nic sobie nie robić z nędznego stanu towarzysza. Zarośnięty, śmięrdzący, na wpół oszalaly, ubrany w jasne skóry wilków, zarechotal patrząc człowiekowi prosto w oczy.
| |
| | |
| - Jesteś juz trupem, Johann, jesteś martwy. Jak sierżant Doman. Pamiętasz go? - wychrypiał krasnolud.
| |
| Przez chwilę zdawało się, iz umierający nie odpowie...
| |
| | |
| - Chalczal jak pies, skuhlwesyn... i wołał mamę... - gardło człowieka zabulgotalo przeraźliwie a usta wypluwały za każdym, strasznie zniekształconym słowem, ciemną krew.
| |
| | |
| - Naciełeś go jak świnię, pamiętasz to?
| |
| | |
| Ranny jednak nie odpowiedział, jego oczy zastygły na chwilę nieruchomo. Szare, zimne, osadzone w pokrytej ciemnym zarostem, chudej twarzy mordercy. Wpatrzył się w siedzącego nad nim krasnoluda.
| |
| | |
| - Pamietasz skurwysynu? Naciełes go jak świnie. Zdychał przez Ciebie kawal czasu. Wołal swój dom, chciał do matki, która tam gdzieś na niego czekala - Krasnolud przykucniety nad nim wydawał się cieszyć meką konajacego.
| |
| | |
| - Widzisz gnoju, smierdzący słomą, pierdolony wieśniaku z północnego Aedirn, on tam szczezł dzięki Tobie. Tak samo jak ta rodzina w Fararth, ktorą zarżneliśmy na twoje słowo.
| |
| | |
| - zhdyham jak pies... ja kuhlhwa zghyham. Zhhurp... – człowiek charkotał przez pocharatane gardło.
| |
| | |
| - a wieś Gablanth, którą spaliliśmy dzięki twojemu donosowi, który złożyłeś naczelnemu armii Kaedwen?
| |
| | |
| - naggghrlezalo sie skhhhllwesynom - konający zarechotał a z jego gardła wydobyła się bulgocząca, spieniona krew.
| |
| | |
| - Zdychaj Psie. I tylko psy nad tobą zawyją.
| |
| | |
| W ciemności błysneło krótkie ostrze. Wbiło się w pierś żywego trupa. Powłoka drgnęła, ręce i nogi zatrzepotały na pokrytym krwią sniegu. Ciało zanieruchomiało po chwili.
| |
| | |
| -Tylko psy spiewają psom wojny. - cichym szeptem powtórzył kat.
| |
| | |
| Postać, wstala, rozprostowała swe szerokie bary, przykryte wilczymi skórami. Poryta bliznami twarz zwrociła sie w stronę cichego dowódcy, stojącego nieopodal, pośród drzew ciemnego lasu.
| |
| | |
| - Umarl tak jak powinien, jak szczur. Bez chwały, bez rozgłosu, posród swoich.
| |
| | |
| - Kontynuuj - rzekła krępa i brodata sylwetka dowodcy.
| |
| | |
| Z pomiedzy drzew wylonilly sie kolejne postacie, mijajac cialo po kolei spluwaly na snieg u stop trupa. W przeciągu paru minut cnieboszczyk pozbawiony został rownież broni i podróżnej torby.
| |
| | |
| - Tortuga. - Glos dowódcy zwrocił sie do mijajacej ciało czarnoskórej postaci odzianej w grube skóry, czapkę uszatkę i uzbrojonej w zagięta szablę. Mężczyzna przystanoł oczekując na rozkazy.
| |
| | |
| -Psy zaprowadzą właściciela za śladem, prosto do ciała. Jesli wejdzie w las, tedy jest nasz. Weź Rudobrodego i odetnijcie mu drogę od domostwa. Żywcem weżcie jeśli szansa będzie. Zagrode po cichu weźmiemy dzięki niemu, otworzy nam boczną furtę. Czerwononosy i ja odetniemy mu drogę w głąb lasu.
| |
|
| |
| - Szansa będzie. - Powiedział przystojny czarnoskóry mężczyzna zwany Tortugą. W półmroku błysnęły jego białe zęby. Uśmiech bynajmniej nie należał do przyjemnych.
| |
| | |
| Postacie oddalily sie od zakrytego krwia ciala.
| |
| | |
| Gospodarz ruszyl w pole, znalezc rannego, pogryzionego, chcac ugoscic go w swym domu, wynagrodzic mu jakos poniesione szkody.
| |
| | |
| Na pobliskim polu zawył wilk, dziki pies. Poczuł smierć, krew, ruszył wiec zgodnie ze swym instynktem.
| |
| | |
| Gwiaździsta noc zdawała się nie mieć końca...</pre>
| |
| | |
| {{Kluby}} | |
| [[Kategoria:Kluby]]
| |